Jak przygotować się do dłuższej wyprawy rowerowej – odcinek II

Cześć,

Poprzednio pisałem o tym, w jaki sposób planowałem trasy i miejsca, które chciałem odwiedzić podczas podróży rowerem przez Polskę. Teraz czas na bagaż, który ze sobą zabrałem.

Do plecaka mającego pojemność 35 litrów, zapakowałem:
– mały, 2-osobowy namiot, ważący niecałe 2,5 kilograma
– karimatę, którą kładłem na podłogę namiotu, dzięki czemu miałem dobrą izolację od ziemi
– statyw do aparatu fotograficznego, który bardzo przydał mi się podczas nocnych zdjęć Drogi Mlecznej i perseidów
– apteczkę z bandażami i kleszczołapką na nieprzewidziane okazje oraz z suplementami diety: magnezem (przeciw skurczom) , witaminą C (na odporność) i żeń-szeń w tabletkach (na +5 do mocy podczas jazdy rowerem)
– kosmetyczkę, a w niej m.in. preparat przeciwko insektom, mocny krem przeciwsłoneczny i pincetę, którą podczas podróży użyłem raz – do wyjęcia żądła osy, która użądliła mnie w trakcie wchodzenia na Tarnicę
– laptop, który używałem głównie do robienia kopii zapasowych zdjęć i filmów z trasy. Karty pamięci czasem po prostu się psują, a odzyskanie z nich danych jest bardzo kosztowne, a czasem wręcz niemożliwe. Dlatego warto robić kopię zapasową swoich plików.

Poza plecakiem zabrałem też dwie sakwy rowerowe zamontowane na bagażniku, a w nich:
– śpiwór – przydawał mi się każdej nocy, zarówno podczas noclegu w namiocie, jak i w schroniskach, gdzie w przypadku posiadania własnej pościeli zwykle mniej płaci się za nocleg
– polar, którego nie założyłem ani razu, głównie dzięki temu, że w nocy temperatura nawet w Bieszczadach nie spadała poniżej 15 stopni.
– kurtkę przeciwdeszczową, którą użyłem 2 razy podczas 18 dni podróży
– naramienną torbę fotograficzną, a w niej: aparat fotograficzny, 5 obiektywów, 5 kart pamięci, 4 baterie do aparatu, 2 powerbanki, 3 filtry fotograficzne, lampkę „czołówkę”, kamerkę robiącą filmy i zdjęcia w 360 stopniach oraz monopod do tej kamerki (o sprzęcie który zabrałem napiszę oddzielny tekst). Dzięki temu, że cały sprzęt foto miałem w oddzielnej torbie, w każdej chwili mogłem go wyjąć z sakwy i zabrać ze sobą na pieszą wycieczkę po okolicy
– reklamówkę, a w niej: 2 zapasowe koszulki, jedne zapasowe spodenki i parę sztuk bielizny termicznej
– długi, mocny (i niestety ciężki) łańcuch do zapięcia roweru, którym zabezpieczałem rower podczas zakupów, a przede wszystkim podczas noclegu na polu namiotowym. Dzięki jego długości, mogłem swobodnie przywiązać rower nawet do okolicznych drzew.
– reklamówkę z dodatkowymi gadżetami, które chciałem trzymać w jednym miejscu: srebrna taśma typu „duct tape”, znana też jako MacGyverówka – do klejenia wszystkiego, co przedziurawi lub rozpadnie mi się po drodze; 5 metrów mocnej, wojskowej linki, przydatnej tam gdzie taśma nie da sobie rady; sprej do łatania dętek; zapasowe dętki, gdyby sprej nie dał rady; zapasowe klocki hamulcowe; spinki do naprawy łańcucha, gdyby zachciało mu się zerwać; sprzęt do centrowania kół; małą butelkę smaru WD40; zestaw śrubokrętów do naprawy roweru.
Część z dodatkowych gadżetów bardzo mi się przydała. Po paru dniach w jednej z sakw urwał się jeden z nitów, przytwierdzających worek sakwy do jej stelaża. Chcąc uniknąć zgubienia sakwy w trakcie jazdy, dodatkowo obwiązałem ją taśmą i linką, dzięki czemu przejechałem cały dystans bez żadnych problemów. Sprej do dętek również użyłem i to już pierwszego dnia, gdy okazało się, że przez noc w tylnej oponie powoli schodzi powietrze.

Poza plecakiem i sakwami, nosiłem saszetkę biodrową z rzeczami, które chciałem mieć zawsze pod ręką: telefon, nóż sprężynowy oraz gaz pieprzowy na wioskowe psy i bieszczadzkie niedźwiedzie. Na szczęście gazu nie musiałem użyć ani razu, a nóż jedynie do odcięcia części wojskowej linki przy naprawie sakwy.

Czy przygotowując się na kolejny wyjazd, coś bym poprawił? Na ten moment przychodzą mi do głowy trzy rzeczy:
1. Zamiast wozić na plecach duży i ciężki plecak, zainwestuję w wodoodporny worek, który  przytwierdzę do bagażnika rowerowego i sakw. Praktycznie wszyscy rowerzyści których mijałem na trasie używali takiego sprzętu i dziwili się, jak mogę wytrzymać z plecakiem dłużej, niż parę kilometrów. Z drugiej strony plecak ani razu nie sprawił mi kłopotu, często nawet zapominałem, że mam go na plecach. Mogłem też na polu namiotowym zapakować do niego najbardziej kosztowne rzeczy, których nie chciałem zostawiać w namiocie na dłużej np. laptopa i sprzęt fotograficzny, po czym spokojnie wyjść na całodzienny spacer po górach.
2. Myślałem, że jestem przygotowany na wszelkie problemy z rowerem – dziura w dętce, zerwanie łańcucha, zużycie klocków hamulcowych i scentrowane koła. Oczywiście zgodnie z Prawem Murphy’ego pękła mi opona, na co nie byłem przygotowany i musiałem skorzystać z pomocy warsztatu rowerowego, w którym ostatecznie zdecydowałem się wymienić całe tylne koło, obie opony, obie dętki i klocki hamulcowe – tak na wszelki wypadek. Na kolejną długą wyprawę zaopatrzę się w zapasową oponę.
3. Na podróż zabrałem 3 koszulki rowerowe. Niestety jedna była czarna, przez co praktycznie jej nie użyłem w związku z ponad 30-stopniowymi upałami i palącym słońcem. Przez większość jazdy robiłem rotację i jeździłem na przemian w dwóch koszulkach, które prałem wieczorami po dotarciu do noclegu. Wniosek: nie brać czarnych ubrań na podróż, bo można się w nich usmażyć albo przynajmniej odwodnić.

2 comments on “Jak przygotować się do dłuższej wyprawy rowerowej – odcinek II
  1. P.g. napisał(a):

    Witamina C na odporność to chyba jedno z wiekszych oszustw poprzedniego stulecia.

    • admin napisał(a):

      Sam mam mieszane uczucia i doświadczenia dot. suplementów. Faktem jest jednak, że mimo 2 tygodni na rowerze, mniej różnorodnej diety niż w domu, czasem deszczu padającego na głowę i mimo spania w namiocie przez 2 tygodnie utrzymałem 100% mocy i zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *